Grupa wandali terroryzuje miejską społeczność


Według badań FKW, około 30% mieszkańców Warszawy to osoby „estetycznie wrażliwe”, tzn. takie osoby, które reagują emocjonalnie na walory estetyczne otaczającego je środowiska. Przebywanie w zdegradowanej, oszpeconej przestrzeni wywołuje u nich dyskomfort psychiczny. Nie powinno się ignorować prawa tej grupy, do życia pozbawionego stresów wywołanych agresją wizualną innych osób. We Wspólnocie Europejskiej, do której dołączyliśmy, jest ważne przestrzeganie praw mniejszości.

Nieliczna grupka młodych ludzi dewastuje miejskie środowisko w którym żyjemy. Malują na ścianach budynków, także tych świeżo odnowionych, rozmaite napisy i sobie tylko wiadome znaki, agresywne w wyrazie, przytłaczające w rozmiarach, od ziemi do wysokości wyciągniętej w górę ręki (o ile jest okap, skrzynka lub rusztowanie to wysokść malunków może radykalnie się zwiększyć). Jak to wygląda w kilku wybranych miejscach Śródmieścia ilustruje załączona prezentacja. Od stycznia 2009 szczególnie aktywny jest KRAC. Efekt jego działalności jest imponujący, setki zdewastowanych elewacji. Szczególnie zawzięty jest na te niedawno odnowione.

Wrześniowy spacer Marszałkowską 2013 roku, przenosi nas w klimaty trzeciego świata. Dokoła otaczają nas "zasrane bohomazami mury"! Spacer prawie każdą inną ulicą Warszawy daje podobne efekty wizualne. Oto rejestracja spaceru ulicą Gagarina w październiku 2013 r. A tak wygląda ulica Świętokrzyską i Tamka w październiku 2014 r. A to aktualne zdjęcia z 2015 r. oraz aktualne zdjęcia z 2018 r.

W niektórych europejskich stolicach również występuje ten problem, jednak tam wandale nie mają odwagi niszczyć elewacji budynków w centrach miast. W Warszawie czują się tak bezkarni i tak się rozbestwili, że główne szkody wyrządzają właśnie w centrum miasta, które winno być wizytówką, szczególnie dla turystów.

Nazwijmy te malunki umownie „bohomazami” i zauważmy, że nie mają one nic wspólnego ze sztuką, z artystycznymi obrazami na murach zwanymi grafitti. To, do czego się odnosimy, co zaczyna być wszechobecne na murach naszego miasta, to bazgroły i pacały, którymi nieliczna grupa młodych chuliganów - pacykarzy zaznacza w agresywny sposób swoją obecność.

następny
Walka o prymat wymusza nieustanny wysiłek nad doskonaleniem swojego dzieła

Przesłanie bohomazów jest dwojakie:

1. Dla ogółu mieszkańców, dla których te bohomazy są nieczytelne winny oznaczać – jesteśmy inni, niszczenie tego, co wy wielkim nakładem pracy tworzycie jest naszą przyjemnością i zabawą; nową grą, która dostarcza nam adrenaliny! Dosadnie wyrażają to słowa bombera "hamisko" z forum Kraca: "w grafiti chodzi oto zeby nasrac w chuj zeby bylo wszystko zbombione zdemolowane o to kurwa chodzi". Pacykarze nie bez powodu nazywają siebie bomberami by podkreślić niszczycielski charakter swojego działania, nawiązując do wojennych bombardowań Warszawy.

2. Natomiast między grupami (gangami) uczestniczącymi w „zabawie” główne znaczenie bohomazów jest zgoła inne: wyznacza teren ich wpływów. Wracają do zwierzęcego instynku oznaczania przez samca moczem terenu swojego wpływu. Może, gdyby nasze ludzkie powonienie było bardziej wrażliwe, ta forma ekspresji by im wystarczyła.

Sedno opisywanego problemu polega na tym, że nieliczna grupa chuliganów terroryzuje ogół miejskiej społeczności lub co najmniej jego etetycznie wrażliwą część, ciesząc się całkowitą bezkarnością ze strony odpowiednich władz i służb miasta, które powinny na to ragować.

Malowanie na ścianach budynków, szczególnie tych świeżo odnowionych, oprócz trudno wymiernej estetycznej szkody dla wizualnego otoczenia, ma również całkiem wymierny aspekt ekonomiczny. Jest to zniszczenie nakładów poniesionych na odnowienie elewacji lub wartość prac, które trzeba będzie wykonać, by zlikwidować namalowane bohomazy.

Władze i służby miasta nie dostrzegają faktu, że pokrywanie budynków bohomazami jest materialną szkodą przeciwko mieniu, zarówno prywatnemu jak i miejskiemu czyli publicznemu i jako takie zasługuje na ściganie i karanie. Niestety aktualne ustawodowstwo Państwa i Miasta nie dostrzega w opisywanym zjawisku szkód moralnych jakie wrażliwi estetycznie mieszkańcy ponoszą zmuszeni do życia w zdegradowanym środowisku. Sprawcy powinni być karani także z tego tytułu. Innymi słowy opieka prawna obywateli powinna obejmować także aspekt agresji w jego otoczenie estetyczne.

W odróżnieniu od naszych Władz Miejskich i polityków, którzy nie dostrzegają problemu lub go ignorują, należy odnotować postawę premiera Włoch – Silvio Berlusconiego, który w przemówieniu w dniu 27.03.2009, na kongresie partii PDL (Popolo della Liberta) powiedział : „trzeba sprawić by były przestrzegane zakazy malowania murów bohomazami i zaśmiecania ulic niedopałkami, ulotkami. Musimy przywrócić przyzwoitość i godność naszych miast”.
Ten energiczny mąż stanu, nie ograniczył się do słów. Po trzech miesiącach Parlament uchwalił przygotowaną przez rząd spec ustawę, która „przykręca śrubę” miejskim wandalom wprowadzając surowe kary i wysokie grzywny za smarownie napisów i bohomazów na murach budynków, aż do roku więzienia za smarowanie bohomazów w historycznych centrach miast. Wyrzucenie czegoś na ulicy może kosztować do 500 euro, a z samochodu w ruchu do 1000 euro.
Polecamy Pana Berlusconiego Władzom Warszawy, Premierowi i Parlamentowi RP jako wzór do naśladowania.



FKW nie ogranicza się jedynie do przedstawienia problemu lecz stara się podać propozycje jego skutecznej eliminacji. Oto nasze propozycje:

1. W Policji i Straży Miejskiej powinny powstać, współpracujące ze sobą, kilkuosobowe sekcje, młodych funkcjonariuszy zajmujących się wyłącznie tym problemem.

Jego rozpracowanie i eliminacja może być prostsza niż się wydaje i nie wymagać dużych środków finansowych. Zysk będzie z pewnością wielokrotnie większy od kosztów usuwania bohomazów, gdyby zaczęto je usuwać. Na razie oprócz sporadycznych przypadków nikt bochomazów nie usuwa, traktując je jako zło konieczne lub wychodząc z założenia, że usunięte po niedługim czasie zostaną przez wandali ponowione.

2. Jest wielu mieszkańców, którzy pomogliby służbom porządkowym, swoimi informacjami, w zwalczaniu omawianego wandalizmu, gdyby widzieli zainteresowanie władz w eliminacji problemu. Powinien być telefon interwencyjny wyłącznie poświęcony temu problemowi. Wyznaczenie nagród za skuteczną pomoc w ujęciu wandali (jak to uczyniono w Bydgoszczy) i nagłośnienie tego faktu byłby istotnym dzialaniem zwiększającym efektywność eliminacji ich działalności.

3. Kara przyłapanych sprawców dewastacji powinna ich reedukować. Są to osoby, które w życiu zapewne nic pozytywnego nie zrobiły, ich działalność ogranicza się wyłącznie do niszczenia. Karę grzywny lub ograniczenia wolności, sprawca dewastacji mógłby wymienić na pracę społeczną - usunięcia określonej ilości bohomazów, niekoniecznie wykonanych przez niego. Złe wykonanie zadania nie anulowałoby kary.

4. Ważnym elementem zwalczania omawianego typu wandalizmu winna być informacja, by młodzi ludzie mieli świadomość, że niszczenie budynków malowaniem na nich bohomazow jest przestępstwem. Nagłaśnianie wykrytych sprawców i poniesionych przez nich konsekwencji zniechęciłoby wielu wandali do kontynuacji procederu. Obecnie dewastują nasze miasto, bo czują się bezkarni.
Fanklub Warszawy wystosował do Ratusza, Policji i Straży Miejskiej zapytanie (z bogatą ilustracją fotograficzną) o ich działania przeciwko lawinowo rosnącej fali zniszczeń jaka zalewa miasto, dokonywana przez kilkanaście rozbestwionych, czujących się zupełnie bezkarnie, osób. Biuro Prezydenta Miasta i Polcja nie raczyły odpowiedzieć. Straż Miejska odpowiedziała, że nie wie co ma robić. Przypuszczamy, że Pani Prezydent Miasta i jej zastępcy od czasu jak zostali wybrani, nie mieli okazji by przespacerować się ulicami Centrum, szczególnie Nowym Światem i ulicą Chmielną i rozglądnąć się jaki "syf" ich otacza i poczuć jak muszą wstydzić się mieszkańcy Śródmieścia przed przyjezdnymi i turystami, że miejsce ich zamieszkania zostało tak zdegradowane.

5. Dodatkowym hamulcem na dewastację wierunku miast byłoby nałożenie na farby w spreju „ekoakcyzy” - opłaty przeznaczonej na fundusz, który częściowo rekompensowałby wydatki na usuwanie bochomazów. Faktem jest, że dopóki nie zaczęła się masowa produkcja farb w spreju, problem nie istniał. Wandale dostrzegli w tym narzędziu środek wyrażania swojej agresji przeciw społeczeństwu. Obecnie większa część produkcji farb w aerozolu znajduje zastosowanie do tego początkowo nie przewidzianego celu. Jeśli ktoś raz na kilka lat wykorzysta ten rodzaj farb, to nie zrobi mu to istotnej różnicy, czy za opakowanie zapłaci dwa czy trzy razy więcej. Dla huligana, który większość czasu poświęca na malowanie murów i elewacji będzie to istotna zmiana ekonomicznych warunków jego działalności. Będzie to dodatkowo słuszny finansowy wkład na usuwanie szkodliwych efektów jego hobby.

6. Bochomazy na nieruchomościach powinny być niezwłocznie usuwane. Oczywiście nie jest winą właścicieli posesji, że ich mienie zostało zdewastowane i nie oni powinni ponosić koszty usunięcia dewastacji. To opłacane przez nas Władze Miasta nie dopilnowały bezpieczeństwa naszego mienia i to one powinny usunąć szkodę. Jedna kilku osobowa ekipa (wyłoniona w drodze przetargu) pracująca przez cały rok wystarczyłaby na rozwiązanie problemu dla całego Miasta przez błyskawiczną likwidację szkód zgłaszanych na dedykowany telefon „bohomaz”. Roczny koszt usuwania zniszczeń oceniamy na kilkaset tysięcy złotych z silną tendencją malejącą w kolejnych latach, która zależałaby od zaniechania polityki bezkarności Władz Miasta wobec wandali. Ten koszt czystego i estetycznego Miasta jest znikomy wobec urządzanego corocznie przez panią HGW za kilka milionów złotych koncertu Noworocznego dla kilku tysięcy osób. Po Sylwestrze 2009 wycena dewastacji wyrządzonych na Placu Konstytucji przez rozbestwionych uczestników przekroczyła omawianą sumę.

Nie jest dobrym rozwiązaniem,tworzenie za społeczne pieniądze przy Domach Kultury sekcji kształcących graficiarzy. Oto dlaczego:

1. Do niedawna, wszystkie pokolenia, z powodzeniem obywały się bez tego rodzaju sztuki. Jeśli chodzi o grafitti jako rodzaj nowoczesnej sztuki, wykonywanej w miejscach do tego dozwolonych, to ilość samorodnych talentów jest wystarczająca i nie potrzeba jej na siłę za społeczne pieniądze zwiększać.

2. Istnieje obawa, że Ci z nowych adeptów, którzy okazaliby się artystyczną miernotą, rozbudzoną aktywność skierowaliby na niszczenie bohomazami miejskiego pejzażu. Szczególnie, jeśli popadając w przyszłości w konflikt z otoczeniem, chcieliby wyładować swoją agresję.

3. Proponowany proces edukacyjny i tak nie objąłby ułamka promila młodzieży, a z pewnością nie dotarłby do obecnie czynnych wandali, którzy swoją działalnością dowodzą, że ich artystyczne umiejętności malarskie są zerowe. I nic tego nie zmieni. Zresztą, nie malują oni na ścianach po to, by u przechodnia wywołać doznania artystycznego uniesienia, lecz by wyładować swoją agresję na otoczeniu lub by pokazać otoczeniu „kto tu rządzi”!

4 Dla młodzieży uzdolnionej artystycznie w kierunku malarstwa zawsze istniało i nadal istnieje wiele możlwości doskonalenia umiejętności w ośrodkach kultury i szkołach. Od niedawna, kiedy komputery i internet są ogólnie dostępne, otwiera się nowa nieistniejąca wcześniej możliwość szerokiego publikowania swoich prac na internetowych forach. Łatwo można zakładać nowe i publikować prace, komentować je i wymieniać opinie i poglądy.


Dlaczego ignoruje się sporą część wrażliwego estetycznie społeczeństwa, ludzi, którzy mają prawo żyć i mieszkać w nie zdegradowanym otoczeniu. W końcu nie każdy Polak wychował się w chlewie i zgadza się aby jego otoczenie było chlewem! Pod względem estetyki otoczenia jest coraz większa znieczulica społeczna. Miasta - to wszędzie zasmarowane mury, elewacje budynków i ulice pełne śmieci, których nikt nie sprząta. Poza miastami pobocza dróg i szlaków kolejowych zaczynają być jednym wielkim wysypiskiem śmieci, nie wspominając lasów.


FKW



Inne opinie i inicjatywy dotyczące problemu


Blog ze streetarts.pl
01-03.2010

Adam:

Według mnie Krac to jest chory umysłowo człowiek lub całkowity degenerat( co się pokrywa). Osoba, która tak się przyczyniła do dewastacji Warszawy powinna być niezwłocznie ukarana. Dobrym pomysłem byłoby dać temu gnojkowi jakieś godziny prac społecznych ( tak ze 100h). Powinien to wszystko zamalować i pokryć koszta remontów. Może wtedy ta kanalia doceniła by trud ludzkiej pracy i chęć większości mieszkańców by Warszawa się ładnie prezentowała. Kibicuję by policja dopadła te ścierwo.

Zbylood:

Wielki szacunek za upierdolenie tylu budynków w mieście? Przez kolano debila i pasować! Kretyn cholerny, bez szacunku dla wysiłku innych – upierdoli w parę minut ścianę, a ludzie potem latami zarabiają na kolejny remont. Niech sobie taką dziarę na mordzie strzeli, albo swojej starej na czole, skoro tak lubi się na to jopić, ale od miast mógłby się w końcu odpierdolić!

Hermes Trismegistos:

Chciałbym zobaczyć egzekucje tego podludzkiego ścierwa, powinien zawisnąć wysoko na latarni w Pasażu Wiecha wydany na pastwę miasta które tak długo plugawił. Oczami wyobraźni widzę jak jęczy uwiązany drutem kolczastym, półprzytomny z bólu i wyczerpania co jakiś czas budzi go strumień własnego moczu którym łapczywie gasi pragnienie co tylko wydłuży jego cierpienie. Wciąż jest świadomy gdy ptaki wydziobują mu oczy… Szkoda, że to raczej niemożliwe ale mam przynajmniej nadzieję, że będzie miał jakiś bardzo nieprzyjemny wypadek podczas bombienia po którym przemyśli to i owo odnajdzie Jezusa czy coś z resztą na wózku byłby znacznie mniej szkodliwy a przy paraliżu… ach znowu się rozmarzyłem

Artoor:

Myślę, że marne oprogramowanie zwojów mózgowych kraca i jemu podobnych, nawet krytykę przerabia na zachwyty: “Łał piszom o mnie, w deche jestem ziom!” Wygląda to jednak tak, że debil wywołuje spazmy zachwytu u innych debili, którzy znakowanie sprayem wzorowane na zwierzęcym znakowaniu terenu odchodami biorą za sztukę, ekspresję indywidualności itp. Według myślącej publiki, to co ta poczwarka robi jest najwyżej ekspresją niedorozwoju i niedopieszczenia.

oby watel:

ok pobawiłeś się panie krac, ale gdybym miał możliwość osobiście za ucho doprowadziłbym Cię na komisariat i dopilnował abyś wszystko wyczyścił w trybie pilnym na oczach przechodniów w koszulce (Pomazałem Warszawę, odbiło mi, przepraszam!)

coco jumbo:

Ja tam temu kracowi współczuję. Jak się chłopaczyna musi w tym życiu męczyć okrutnie. Inni na randki, do kina, na mecz, na telewizję, z dziewczyną do łóżka, z dwiema dziewczynami do łóżka;) – a ten każdego dnia za szprej, kaptur naciągnięty i po ścianie bazgroli, zupełnie jak pies, co obsikuje każdą rynnę i róg ulicy. Może myśli, że komuś coś udowadnia – ale komu? Tynkarzom, co zarabiają na kładzeniu nowy tynków? Dozorcom, co muszą te bazgroły zamalowywać? Owszem, jeden czy drugi małpolud 9-letni przyklaśnie tak jak tutaj mokotowiak czy inny irak, ale tak na serio trzeba ci kolego terapeuty, i to prędko – 25-letni stary koń bazgrzący po ścianie jak przedszkolak to już zdecydowanie problem!


Bongo:
Blog Życia Warszawy
4.02.2009

Bardzo chciałbym, żeby znaleziono idiotę podpisującego się KRAC, który swoją żałosną twórczością popaćkał całą Trasę Łazienkowską, a ostatnio także dopiero co odmalowaną fontannę na Tamce. Zidentyfikować bydlaka (wedle Google występował na paru przeglądach graffiti), sprawdzić grafologicznie, które bazgroły i kulfony są jego, a potem przywalić rachunek na kilkaset tysięcy złotych za naprawianie szkód. Obciążenie konta na ciężką kasę to dopiero będzie prawdziwa KRAC/FIESTA. A jak już wandale zrozumieją, że niszczenie cudzych ścian może być bardzo bolesne dla kieszeni, to dopiero możemy pogadać o legalizacji graffiti na wyznaczonych ścianach.


Do jak agresywnej desperacji może doprowadzać oglądanie okaleczonych bazgrołami murów naszych domów, budynków publicznych i zabytków świadczy głos:

maxia z
forum.gazeta.pl
26.02.2009

Tzw graficiarzom należy łamać obie rece. Jak bydełko poleży ze 3 miesiące z rękami w gipsie a mamusia będzie musiała podcierać mu dupkę, to nabierze szacunku do wlasności. A potem w kajdan, dużą tablicę na plecy z opisem przestępstwa i przez rok niech czyści miasto albo zbiera psie kupy z chodnikow. Ktoś powie ze trudno bydło zlapać. A od czego prowokacja policyjna. Kilku wyłapać i rozejdzie się wieść po środowisku i zrobi się im ciepło w majtkach.

Strzeżcie się więc popaprani chuligani
bo nie można wykluczyć, że raz dorwani
skończycie jak w powyższej wizji samosądem ukarani!


No i stało się! Obserwator w komentarzu do artykułu Dlaczego bazgrzą na murach? Gazeta Stołeczna 2009-08-02, donosi:

U nas na osiedlu też się pojawił taki mondry ze szprejem, ale czujka go przyuważyła i wpierdol zaliczył a potem pół puszki na twarz, teraz czysto jest jak w dupie niemowlaka po kapieli. Jakoś żaden hardkorowiec nie pali sie do odwetu, bo tamten łepek dostał wiadomość że następnym razem graby bedzie miał dokumentnie połamane. Widocznie pogadał z hardkorowcami i na łatwiejsze miejscówki chodzą.

Inne komentarze do tego artykułu:

Przechrztaimason - W kilku miastach, gdzie autentycznie zajęto się gnojami paprzącymi mury jak muchy szyby praktycznie grafitti zniknęło. Bo jak koleś dostał raz i drugi parę tysiów do zapłacenia a tatuś od kasy odciął to mu i miłość do farby przeszła. Bo takie z was twardziele, że jak rzeczywistość wam stanie w oczach i doopy zajrzy to wymiękacie.

Wawiak - Jeżeli nasza wspólnota za ciężkie pieniądze remontuje fasadę, a już po miesiącu wygląda ona jak rodem z Bronxu, to mamy ochotę z sąsiadami dorwać takich palantów i "wytłumaczyć" im dlaczego robią źle.
Pseudo-artystyczne przygłupy niech zrozumieją, że wszystkie fasady są czyjąś własnością a gigantyczna część z nich należy do osób prywatnych, które nie są żadnymi krezusami, tylko co miesiąc wyciskają z siebie ile mogą, by dorzucić się do funduszu remontowego. Dlatego zanim coś pierdną o "ich" powierzchni i przystąpią do jej oswajania, to niech najpierw rozpędzą się i przywalą łbem w ścianę, na której mają zamiar posadzi swojego graficiarskiego pawia. To przez tych pawiowych graficiarzy Chmielna wygląda jak slums a przejście nią jest "wyjątkowym doznaniem".

Pokonani spray'em :
Gazeta.pl Warszawa
30.01.2009

Obok narożnik szpitala dziecięcego przy Marszałkowskiej 24. Osiem lat temu chwaliliśmy w "Gazecie" firmę profesjonalnie zajmującą się usuwaniem graffiti, która wyłożyła 10 tys. zł na oczyszczenie i zabezpieczenie tego budynku przed bazgrołami. Dziś ściany znowu pokrywają dziesiątki bazgrołów i wielkie różowe malowidło. - Patrzeć na to nie mogę, a muszę, bo tu mieszkam. Ten brud to Polska, Polacy i Warszawa w pigułce - komentuje Halina Bańkowska.
Podobne odczucia ma kierownik domu towarowego Pod Arkadami w podcieniach przy pl. Konstytucji. Eleganckie koszule, marynarki i krawaty za szybą sąsiadują z bazgrołami pokrywającymi elewację budynku. - Czy to zachęca klientów? Chyba na odwrót. Ale czyszczenie nie ma sensu, już to robiliśmy - rozkłada ręce. - Choć budynkiem zarządza śródmiejski ZGN, to jak kilka lat tu pracuję, nie widziałem, żeby ktoś przyszedł oczyścić ściany. Cała Marszałkowska to jeden wielki ścienny bazgroł.
Jak slums wygląda też Chmielna. Podupadająca od lat w ekspresowym tempie pokrywa się dziesiątkami kulfonów. W przejściu podziemnym obok Rotundy mimo całodobowej ochrony ktoś zdołał pomazać bankomat.
Tak wygląda ścisłe centrum Warszawy. "Miasto niepokonane" przegrywa z bandami wyrostków uzbrojonych w puszki z farbami w spreju. - Warszawa nie ma programu walki z graffiti i grafficiarzami. Nie ma ekip wyspecjalizowanych w czyszczeniu ścian.


Robert Lubiński
infobydgoszcz.pl
14.03.2008

Wyobraź sobie sytuację: przyjeżdża do Ciebie w odwiedziny kolega/koleżanka z innego kraju. Pragniesz oprowadzić tę osobę po naszym cudownym mieście. Co pokażesz?
Z pewnością pokażesz Stare Miasto - okolice Starego Rynku, potem przejdziecie przez Wyspę Młyńską kierując się na przykład w stronę ul. Gdańskiej i dalej, lekko nadkładając drogi, parkiem Witosa przejdziecie w kierunku Myślęcinka. Jest to oczywiście tylko przykład mający zwrócić uwagę, nie na same zabudowania naszego miasta, lecz o mały szczegół, jaki towarzyszyć Wam będzie podczas tej wycieczki. Chodzi tu o wszędobylskie wytwory wyobraźni nie za bardzo grzecznej młodzieży, takie jak graffiti. Obraźliwe teksty, nieetyczne znaki i niemoralne obrazki zalewają nie tylko nasze, lecz każde większe miasto. Sprawiają, że czujemy się zawstydzeni i zażenowani. Mając pokazać uroki naszego miasta, pokazujemy zarazem jego ciemną stronę, gdyż "grafficiarze" upodobali sobie świeżo wyremontowane i nowe budynki - są one dla nich jak czyste płótno dla malarza. Różnica polega jednak na tym, że malarz potrafi i pragnie zamienić to płótno w dzieło sztuki, natomiast grafficiarz chce tylko zaznaczyć swoją obecność w danym rejonie.


Stowarzyszenie „MiastoMojeAwNim”

w swojej dzialalności również zajmuje się omawianym problemem. Cenną inicjatywą Stowarzyszenia „MiastoMojeAwNim.PL” było zorganizowanie w dniu 10 grudnia 2007 debaty na temat: Grafitti a przestrzeń miasta.

Prezes - Anna Dymna przedstawiła stanowisko Stowarzyszenia:

- graficiarzy trzeba karać ( jest na to istniejące prawo); ale trudno ich złapać...

- powinnien być nałożony prawny obowiązek utrzymania nieruchomości w stanie czystym - czyli każdy waściciel nieruchomości musi usunąć nielegalną reklamę i graffiti, jak tego nie zrobi, powinnien otrzymać mandat do Straży Miejskiej. Tak jest już w paru krajach i bardzo dobrze to funkcjonuje.

W Polsce wszyscy się zasłaniają, że dlaczego mają coś usuwać, jak nie oni to zrobili - ALE to ich nieruchomość i trzeba o nią zadbać, bo obecnie jest bród sprzed 10-15 lat i nikt nic nie robi. Jak nam pobrudzi ptak ubranie to też się na niego nie obrażamy i chodzimy kolejne lata z brudną kurtką - zaciskamy zęby i czyścimy kurtkę. Takim ptakiem są graficiarze - trudno ich złapać. Poza tym jak ktoś ma np. fasadę z piaskowca, to powinno się ją ubezpieczyć.



Doniesienia z frontu walki z wandalami:

Kraków walczy z napisami na murach
Pogromcy Bazgrołów
16.10.2019

Od wielu lat polskie miasta niszczone są bazgrołami, wulgarnymi napisami i rysunkami, mową nienawiści. Grupa Pogromcy Bazgrołów stawia czoła obszczymurkom i barbarzyńcom, którzy zostawiają bohomazy, swastyki, rasistowskie i antysemickie napisy na elewacjach krakowskich kamienic. Pokrywamy „milczeniem farby” mowę nienawiści. Pogromcy Bazgrołów to nieformalna koalicja ludzi dobrej woli: sąsiadów, artystów, a także urzędników i pracowników instytucji miejskich. Celem Pogromców Bazgrołów jest ograniczenie groźnego i szkodliwego zjawiska dewastowania przestrzeni publicznej poprzez wywołanie społecznej „mody” na odpowiedzialność za najbliższe otoczenie. Najważniejszym elementem akcji Pogromców Bazgrołów są organizowane pikniki sąsiedzkie, połączone z zamalowywaniem bazgrołów przez mieszkańców zaatakowanych sprejami budynków. Pogromcy Bazgrołów zapraszają do współpracy wolontariuszy, harcerzy, spółdzielnie mieszkaniowe, zarządców nieruchomości, szkoły do wspólnego zamalowywania bohomazów.
Uważamy, że grafficiarz to często artysta wypełniający przestrzeń miejską dobrą, acz często nielegalną sztuką. Tymczasem ludzie pozostawiający fekalia słowne i wulgarne znaki graficzne to zwykłe OBSZCZYMURKI! Liczymy na to, że ta nazwa na trwałe przylgnie do tych miejskich wandali. Jesteśmy też na facebooku.
Pogromcy Bazgrołów postanowili skierować do Prezydenta RP, Andrzeja Dudy Apel o podjęcie natychmiastowych działań, mających na celu przeciwdziałanie powstawaniu w Polsce nielegalnego graffiti.

Zielona Góra walczy z napisami na murach
Pogromcy Bazgrołów Zielona Góra
16.10.2019

W Polsce, w tym również w Zielonej Górze działają zorganizowane grupy wandali, szkodników oraz chuliganów, którzy pokrywają mury naszego miasta bzdurnymi napisami oraz wulgarnymi znakami graficznymi. Uważamy, że grafficiarz to często artysta wypełniający przestrzeń miejską dobrą, acz często nielegalną sztuką. Tymczasem ludzie pozostawiający fekalia słowne i wulgarne znaki graficzne to zwykłe obszczymurki! Liczymy na to, że ta nazwa na trwałe przylgnie do tych miejskich wandali. Być może zaszokowała Cię nazwa obszczymurek, ale naszym zdaniem musimy stygmatyzować oraz wyśmiewać działalność tych pseudo bohaterów niszczących estetykę naszego miasta.
Zostań naszym sprzymierzeńcem! Bądź Pogromcą Bazgrołów!

Wodzisław Śląski: Grafficiarz skazany za 52 malunki. Zapłaci 170 tys. zł
Dziennik Zachodni
10.12.2015

Sygnał poszedł oczywisty. Nigdy więcej pobłażliwości dla grafficiarzy. W wodzisławskim Sądzie Rejonowym uprawomocnił się wyrok skazujący Roberta Z., który przez kilka lat oszpecał farbą budynki w mieście. Kara jest surowa. Bo choć 24-latek usłyszał pół roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata (i dozór kuratora), to dotkliwa jest jej druga część. Musi naprawić wyrządzone szkody na kwotę prawie 170 tysięcy złotych! - Mężczyzna od 2010 roku szpecił budynki w Wodzisławiu Śląskim. Jego „malunki” pojawiały się na sklepach czy blokach mieszkalnych - tłumaczy Tomasz Pawlik, rzecznik Sądu Okręgowego w Gliwicach.

Miasto tonie w bazgrołach, wandale bezkarni. To plaga!
Gazeta Stołeczna
03.09.2011

W centrum miasta ciężko znaleźć kawałek wolny od bazgrołów. Warszawa wygląda jak dzikie przedmieście! - pisze w liście nasz czytelnik.

Chciałbym zwrócić uwagę na temat, który jest szczególnie rzadko poruszany a mnie bardzo razi. Ostatnio przeszedłem się na spacer po Warszawie i doznałem estetycznego zawału. Szczególnie w wakacje, ilekroć wracam z podróży po jakimś europejskim mieście, jeszcze dobitniej widzę przepaść pomiędzy naszą Warszawą a innymi stolicami Europy. Warszawa tonie w bazgrołach, dosłownie. W centrum miasta ciężko znaleźć metr kwadratowy wolny od bohomazów. Wymazane są wszystkie budynki bez wyjątku - mieszkalne, zabytkowe, instytucje państwowe, biurowce, muzea.
Ku mojemu zdumieniu wandale czują się na tyle bezkarni, że bazgroły można znaleźć nawet na gmachu NBP czy budynkach ministerstw! To samo tyczy się budynków uniwersyteckich (UW, ASP, Uniwersytet Muzyczny), zabytkowych (Nowy Świat, Chmielna, Foksal, Ordynacka, Krakowskie Przedmieście, uliczki Starego Miasta i wiele innych), rządowych (Krucza, Żurawia), biurowych (Świętokrzyska, Mazowiecka, Jasna, Traugutta i inne), sportowych (nawet nowy stadion Legii!), muzealnych (w tym nowe Muzeum Chopina i Centrum Nauki Kopernik!), o mieszkalnych nie wspominając, bo te wymazane są wszędzie i we wszystkich konfiguracjach.
Zamazane są nawet parki - ławki, kosze na śmiecie, etc. (w tym także te nowo wyremontowane, jak przy Tamce). Wandalom nie robi różnicy, czy malują po starej, zaniedbanej kamienicy, odremontowanym bloku czy kamiennej elewacji eleganckiego biurowca. Co gorsza, bazgroły nie tylko nie znikają ale wciąż pojawiają się nowe. Wczoraj przechodziłem Traugutta po dłuższej przerwie i wyłapałem nowe bohomazy na kamienicy Raczyńskich (wszystkie płyty granitowe na elewacji są zdewastowane), na powojennym skrzydle gmachu bankowego (róg Mazowieckiej) a nawet na wymazanym do wszelkich granic Pałacu Czapskich, gdzie bazgroły weszły już nawet na kamienne portale (zapewne z braku miejsca do mazania na elewacji).
Jak z tym walczyć? Może trzeba zaostrzyć kary, rozbudować siec miejskiego monitoringu, uczulić mieszkańców i użytkowników budynków, na bieżąco czyścić elewacje, etc. Co władze miasta robią w związku z tym problemem? Czy podejmowane są jakiekolwiek działania w celu zwalczania tej patologii? Warszawa w centrum wygląda jak dzikie przedmieścia, gdzie każdy może coś zniszczyć, nie narażając się na żadne konsekwencje.Obecny wygląd i stopień zaniedbania mojego rodzinnego miasta przyprawia mnie o ból, bo Warszawę uważam za mój dom, który jest notorycznie dewastowany.


Wpadł wandal recydywista, który bazgrał po ścianach
Gazeta Stołeczna
13.08.2010

Policja złapała na Racławickiej grafficiarzy, którzy od dłuższego czasu złośliwie niszczyli elewacje domów. - Żądamy, by prokuratura nie traktowała tego jak wykroczenie - mówią ich mieszkańcy.

W ręce policji pseudografficiarz "ZWK" wpadł wczoraj o godz. 3 nad ranem. Tak skończyła się impreza, którą razem z kolegami urządził sobie w zrujnowanej willi przy ul. Racławickiej 29a, nieopodal popularnego bazarku przy wyjściu ze stacji metra. W willi mieszka rodzina, która terroryzuje okolicę. Jej młodych członków mieszkańcy okolicznych domów wskazują jako głównych sprawców ogromnych dewastacji, których w okolicy dokonuje banda grafficiarzy. Koślawe, czerwone kulfony straszą z niemal każdej ściany: "ZETWUKA, Juri, Zwierzak, Wariat". Mieszkańcy okolicznych bloków pod wodzą Jacka "Wiejskiego" Górskiego, który przy Racławickiej 27 prowadzi z żoną sklep z produktami benedyktyńskimi i galerię Sudawia, przeprowadzili akcję zamalowywania bazgrołów. Oczyścili z nich kilkaset metrów ścian. Naciskali też na policję, która dłuższy czas była zupełnie bezradna wobec wandali. Aż do ostatniej nocy. - Wieczorem w willi zaczęła się impreza, młodzież piła piwo do późna. Nocą ruszyli z farbami na miasto - opowiada jeden z mieszkańców Racławickiej. Policja dostała informację o tym, że ktoś maluje jedną z tamtejszych elewacji. - Na widok radiowozu mężczyzna zaczął uciekać w stronę parku Dreszera. Po krótkim pościgu udało nam się go ująć - mówi komisarz Magdalena Bieniak z mokotowskiej policji.

Okazało się, że 27-letni Marcin P. był pijany - miał we krwi około promila alkoholu. - A na rękach ślady czerwonej farby - opowiada policjantka. Mieszkańcy są niemal pewni, że to jeden z grafficiarzy terroryzujących Racławicką. - Doszła nas wieść, że w bardzo widocznym miejscu ma wytatuowany napis ZWK - mówi jeden z lokatorów.

Kilka dni temu w ręce policji wpadł też inny grafficiarz, który zniszczył elewację domu przy Wiktorskiej 29. Mieszkańcy twierdzą, że to "Zwierz", który też należy do bandy. - Policja ma ułatwione zadanie dzięki temu, że zaczęli z nią współpracować mieszkańcy, którzy nie mogą znieść terroru pseudografficiarzy niszczących ich pracę i pieniądze - mówi Jacek Górski. Straty tylko z wczorajszej nocy oszacowano na 3 tys. zł. - Ale my złożyliśmy na tych wandali już kilkanaście doniesień ze zdjęciami dewastowania elewacji identycznym charakterem pisma - podkreślają mieszkańcy. Będą się domagać w prokuraturze, by tym razem nie zaliczono dewastacji odmalowanych za dziesiątki tysięcy złotych ścian do kategorii wykroczeń (czyli uszkodzenia mienia wartego mniej niż 250 zł). - Nie odpuścimy - zapowiadają.


Znikły bazgroły z ul. Racławickiej
Gazeta Stołeczna
26.04.2010

W niedzielne przedpołudnie mieszkańcy Mokotowa odzyskali prawie sto metrów ścian i elewacji zaanektowanych przez bandę wyrostków z okolic bazarku przy ul. Racławickiej.

Od dłuższego czasu zmagają się z wandalami złośliwie niszczącymi elewacje domów. Wszelkie próby odnowienia ścian są natychmiast niweczone - odmalowane ściany pokrywają się dziesiątkami bazgrołów. W końcu, skrzyknięci przez lokalnego przedsiębiorcę Jacka Górskiego, zorganizowali się. Kupili pędzle, a właściciel miejscowego sklepu udzielił rabatu na farby. Wczoraj przed południem na społecznej akcji zamalowywania bazgrołów zameldowało się około 20 mieszkańców domów przy ul. Racławickiej. W ciągu kilku godzin udało się zamalować bazgroły na budynku przy ul. Racławickiej 29. - I to mimo że bez przerwy krążyła wokół nas grupka nastolatków, która obiecywała ponowne zniszczenie elewacji - zaznacza Jacek Górski. Sprawą złośliwego niszczenia ścian w końcu zainteresowała się też policja, która dotychczas zdobyła się jedynie na umorzenie dochodzenia wobec sprawców dewastacji. - W sprawie bazgrołów przyszedł do nas wczoraj dzielnicowy. Wiemy też, że policja prosiła o nagranie z kamer ze sklepu z farbami. Bardzo nas to cieszy - podkreśla Jacek Górski.


Wandale zdewastowali nowy pociąg. "Serce się kraje"
Gazeta Stołeczna
18.04.2012

jarek.p - Przecież na tym pociągu są podpisy winowajców!
Naprawdę nie potrafię zrozumieć, dlaczego wyłapanie gó...arstwa winnego temu (i innym) wandalizmowi jest jakimkolwiek problemem? Przecież ten pociąg jest pokryty niczym innym, tylko podpisami osób, które toto zrobiły. Kwestia tylko przetłumaczenia tych maziai na ludzki język, co tez nie powinno być problemem, kwestia co najwyżej wysłania patrolu pod najbliższe miejsca przestępstwa gimnazjum, zgarnięcia paru łysawych młodocianych bandytów w dresikach pod jakimkolwiek pretekstem, choćby za plucie na ulicę i "poproszenie" przy okazji rozmów na komendzie o "przeczytanie" choć jednego z tych tagów. A potem po nitce do kłębka...

Maciek
Jest proste rozwiązanie. Te podpisy są czymś takim jak obsikiwanie narożników domów przez psy. One zaznaczają teren. Każdy pies ma swój indywidualny zapach a wandal podpis. Nalezy wynanaczyć nagrody za wskazanie podpisujących. W swoim środowisku są doskonale znani i rozpoznawani. Za kasę ich własni koledzy sprzedadzą ich już następnego dnia. A wtedy wielotysięczne kary i roboty społeczne przy czyszczeniu murów w centrach miast. A na pomarańczowej kamizelne napis : sprejowałem pociągi, autobusy i mury. I niech szmaciarz sprząta.

spray - akcyza na farby w spreju
Odpowiedz Kto używa sprejów? Raz chyba coś takiego kupiłem. Nie widzę też, zeby ktoś tego używał, nie spotykam farb w spreju nigdzie w krajobrazie wnętrz i różnych życiowych okoliczności. Może komuś do czegoś to jest potrzebne, ale musi to jest bardzo rzadkie zboczenie. Idę o zakład, ze wszystko, co jest sprzedawane jako farba w aerozolu ląduje w rękach debilnych młodych ludzi którzy w swoim smutnym życiu nie mają żadnej radochy i wyżywają się na zapaskudzaniu otoczenia. Jak zwykle chodzi o młodych mężczyzn z dołów społecznych. To oni stworzyli subkulturę kibolską, to oni maszerują w szeregach ONRu. Bieda, brak sensu, kłopoty z seksem, ogólnie bryndza. Więc się tłuką z policją, niszczą co się da zniszczyć, smarują po ścianach. Wyłapać wszystkich i zamknąć w wioskach strategicznych nie da rady. Ale mamy tyle towarów obłożonych akcyzą i ograniczeniami sprzedaży że szkodliwe dla wyglądu kraju farby w spreju powinno sie potraktować tak samo jak fajki czy gorzałę. Po pierwsze nie sprzedawać gó...arzom. Tak jak fajki. To już by zmniejszyło ilość bohomazów. Nie sprzedawać wszędzie tylko w jednym handlu na 10 000 (np) mieszkańców (czyli koncesjonowanie sprzedaży). Będzie komuś spraj potrzebny, to sie pofatyguje i se kupi. I akcyza. Gdyby toto kosztowało 10 razy drożej (nie 5 zet tylko 50 -strzelam, bo nie wiem ile) to by dla tych biedaków ta zabawa okazała sie za droga. Jasne, ze znajdą sie wtedy tacy co tym bardziej będą bazgrać, ale przynajmniej nie będzie to takie łatwe jak teraz.

dzidek - Rozwiązanie proste -strzelać do graficiarzy!!!
To są bandyci, którzy narzucają nam swój obsrany obraz świata. Straty przez nich wyrządzone idą w setki milionów złotych. Społeczeństwo powinno wypowiedzieć im wojnę -policja powinna do nich strzelać inaczej nigdy nie wygramy z tym bydłem.


Targówek przeżywa inwazję wyjątkowo koszmarnych, wulgarnych bazgrołów na murach.
TARGOWEK.INFO
08.09.2013

Wypowiedzi internautów:

leming111 21.09.2013
To weźcie go jeszcze na pl. Zbawiciela, Marszałkowską, Kubusia Puchatka i tysiąc innych zarzyganych bohomazami ulic. Festiwal wulgarnej patologii w mieście HGW trwa na każdej ścianie. Naćpana hołota dewastuje wszystko. Policja bezradna, straż miejska ma ważniejsze zadania, jak ściąganie kotów z drzew, a Burmistrz Bartelski zza przyciemnianych szyb limuzyny śródmiejskiego syfu nie widzi. Mamy więc ORAL i ANTIFĘ na każdej ścianie. Rzygać się chce od tej patologii.

kassandra87 28.09.2013
To jest przerażające jak ludzie mają w d...ie otoczenie, w którym żyją. Bo to nie ich, bo to powinna administracji, a bo to rząd się powinien zająć, prawo zmienić, złapać za rękę przestępce... Byle nie oni. Ich świat kończy się na progu domu i jeżeli za progiem coś ktoś zrobi, to miesiącami może być syf i tyfus, ale ręką nie ruszą. Ciekawe czy gdyby im w salonie, albo w kuchni ktoś namalował graffiti, to też by najpierw czekali, aż policja sprawcę ustali, sąd nakaże odszkodowanie za zniszczenie mienia, a przez lata patrzyli by w "ku...wy" i inne wulgaryzmy na ścianie swojej łazienki? Oczywiście, że nie, bo o własne się dba. A przestrzeń publiczna to nie ich sprawa, nie przeszkadza, zupełnie w porządku. Przecież ktoś za to odpowiada.

leming111 24.10.2013
Zasyfienie Śródmieścia za czasów Bartelskiego sięgnęło zenitu.
Rzygać się chce, gdy się idzie Marszałkowską, Kubusia Puchatka i tysiącem innych. Piszą do urzędów wszyscy. A oni to samo - nie da się, nie wiedzą, nie ich, nie ma pieniędzy, nie na środków, nie ma ludzi, nie ma tego i śmego. Nie, nie, nie, bo nie.
A prawda jest taka, że nie ma woli i zaangażowania. Leniom z urzędu nie chcę nic! Odbębnić swoje 8h i wracać np. do paskudnych Marek czy innego Raszyna tak zasyfionego bilbordami i innym świństwem, że dla nich zarzygane bohomazami Śródmieście to cudo.
Bartelski, do roboty! Sam jesteś pięknym chłopcem, malowanym i pachnącym. Jak laluś ze Smurfów. Czemu nie chcesz, aby Twoja dzielnica była równie piękna i czysta??? Czy tak trudno kupić myjkę ciśnieniową i piaskarkę? Te dwa urządzenia + 2 ludzi i problemu nie ma.
ZDM jakoś ostatnio czyści tunele, mury, filary i inne obiekty należące do nich. ZTP jak zawsze najlepiej ze wszystkich miejskich spółek dba o estetykę (brawa dla pani dyrektor). Tylko Bartelski bezradny! No skandal ta jego złośliwa niemoc!




<< powrót do strony głównej