Głos eksperta od "public relation" z forum:

W mieście buduje się tak: idzie się do ratusza i tam znajduje protektora (przyjaciel, krewny, towarzysz znajomy z wiadomej partii lub zmotywowany odpowienią gratyfikacją). Potem idzie się do PEKINU i składa stosowne dokumenty by uzyskać zezwolenie na budowę. W dokumentach wypisuje się że wszystko jest naj naj i przedstawia się stosowne ekspertyzy że nie będzie żadnych problemów. Urzędnicy są za ciency by mogli zweryfikować merytoryczną treść w/w dokumentów. Zresztą kto mówi że będzie się budowało zgodnie z tymi dokumentami ? Będzie się budowało tak by było jak najszybciej i jak najtaniej a nie zgodnie z przepisami i bezpiecznie. W PEKINIE urzedasy dostają z góry polecenie by wszelkie protesty sąsiadów inwestycji zostały odrzucone (dbają o to nad wyraz skutecznie). Wszelkie protesty i wnioski o ekspertyzy są oddalane jako bazzasadne. Nie na darmo developer się przecież trudził żeby jacyś sąsiedzi zatrzymali mu inwestycje i to tylko dlatego że ich kamienica się zawali - a niech się wali - nie nasz problem :) Oczywiście żeby dostać zgodę na budowę trzeba wpierw "podkręcić" plan zagospodarowania. Czasami zmienia się go na wariata za 5 dwunasta (inwestor chce tam budować a z planu wynika że nie można) lekceważąc wcześniejsze ekspertyzy specjalistów (którym miasto płaci ciężkie pieniądze za ich pracę) i opracowania ekofizjograficzne, które wykluczaja w niektórych miejscach jakąkolwiek developerkę (np. skarpy). Żeby urzędnik w urzędzie nie dumał zbytnio co ma zrobić deweloper dostarcza mu komplet dokumentów ze wszystkimi zaświadczeniami i zgodami do rozpoczęcia budowy do podpisu. Niby urzednik sam powinien przygotować te dokumenty ale po co ma się trudzić. Często urzędnik nawet tego nie czyta bo i po co. Był telefon z góry by podpisać ? No to podpisuje i cześć ! Potem zaczyna się budowa, robią wielką dziurę w ziemi, często bez odpowiednich zabezpieczeń i niezgodnie ze sztuką budowlaną - bo ma być taniej i szybciej. Sąsiedzi protestują bo drży ich budynek, prace są prowadzone często i w nocy, pojawiają się rysy i pękniecia ale to nie problem dla inwestora. Wystarczy mieć również "swoich ludzi" w nadzorze budowlanym. Przyjeżdza wtedy taki nadzór, mówi że uszkodzenia jakie powstały są nieistotne a zresztą pewno powstały jeszcze przed budową i uśmiechając sie do dewelopera mówi: "buduj tylko szybciej i ciszej żebyśmy nie mieli problemu". Ten buduje ale czasami dzieje się to co musi się stać czyli wali się sąsiednia kamienica. Wtedy nadzór wygania ludzi z tej kamienicy i zamyka budynek a wszyscy urzednicy, którzy wydali zgodę developerowi, odrzucali protesty sąsiadów i nie nadzorowali przebiegu budowy chowają się do dziury i udają że ich nie ma. W ostateczności zasłaniają się procedurami że nic nie mogli zorobić, nie wiedzieli itd. A katastrofa budowlana jest faktem ale nikt nie chce ponieść kosztów przywrócenia zniszczonego budynku do stanu pierwotnego bo najczęściej jego mieszkańców nie było stać na ubezpieczenie kamienicy od zniszczeń do pełnej wartości odtworzeniowej budynku. Następna taka sytuacja jak ta opisana szykuje się na Mokotowie w samym centrum. U zbiegu Olszewskiej i Chocimskiej powyżej Słonecznej powstaje wielka dziura w ziemi. Ciekawe kiedy sąsiednie budynk złożą się lub spękają jak ten na Wiertniczej ? Warto przypomnieć w tym miejscu (ledwo o 100 m dalej) słynną katastrofę przy budowie CF Puławska i Euprolexu.

idź dalej >>