Możliwe konsekwencje ataku terrorystycznego w Warszawie


Pytanie: Czy w Warszawie jest możliwe za kwotę kilku tysięcy euro spowodować zniszczenia przekraczające miliard euro i zabić przy okazji więcej niż tysiąc osób?

Odpowiedź: Już niedługo będzie to możliwe.  W jaki sposób?  Wystarczy ukraść luksusowy samochód z dużym bagażnikiem. Załadować do niego pół tony materiału wybuchowego, przerobić telefon komórkowy na zdalnie sterowany detonator, zaparkować samochód na parkingu w wieżowcu „żagiel” projektu Daniela Libeskinda (kilka dolnych kondygnacji będzie przeznaczonych na parking) i odpalić ładunek.[1]

Podliczmy straty: Wartość zniszczonego wieżowca, to ok. pół miliarda euro. Drugie tyle, to wartość zniszczonego walącą się 54-piętrową konstrukcją Centrum „Złote Tarasy”. Wartość innych zniszczonych okolicznych budynków mieszkalnych i Hotelu holiday Inn można z grubsza wycenić na dwieście milionów euro.

Jeśli chodzi o ilość ofiar tak przeprowadzonego zamachu terrorystycnego, to najwięcej – kilkaset będzie w zniszczonych Złotych Tarasach, prawie tyle samo w zniszczonym Hotelu i okolicznych domach mieszkalnych. W samym „żaglu” zginie dwieście-trzysta osób, część drogich apartamentów będzie zamieszkiwana nie na stałe lecz okolicznościowo przez właścicieli. W ich przypadku zrozumiała jest wliczona w wysoką cenę mieszkań  adrenalinowa atrakcja możliwość zostania, w każdym momencie, spopielonym i tym samym zaoszczędzenia na kremacji własnych zwłok. Niezrozumiałe jest jednak dlaczego warszawscy urbaniści i władze miasta tą samą atrakcję chcą zafundować setkom okolicznych mieszkańców i przypadkowych osób, które w momencie zamachu znajdą się w Złotych Tarasach lub w pobliżu wieżowca? Śmieszne wydają się, prezentowane w telewizji, obawy jednego małżeństwa z pobliskiego domu, że wieżowiec zasłoni im trochę światła w porównaniu z tym, że któregoś dnia lub nocy może ich spotkać los rozdeptanego robaka.

Przytoczony powyżej ponury scenariusz sprowadza się do innego zasadniczego pytania: czy kompetentne władze wyciągnęły lekcję z zamachu z 11 września 2001 r na WTC w Nowym Jorku. Żeby wybudować budynek, trzeba spełnić wiele kryteriów. W otwieranym od roku nowym terminalu na Okęciu strażacy chcą, dla przykładu, aby komunikaty o ewentualnym zagrożeniu słyszały także osoby głuche. Ale czy ten budynek i inne wielkie gmachy przed dopuszczeniem do budowy analizowane są pod względem zagrożeń terrorystycznych? Czy mamy ekspertów w tej materii? Wydaje się, że nie! Już przeciętny poziom inteligencji wystarczy by zrozumieć, że w obecnej dobie zagrożenia terrorystycznego, wieżowce powyżej 50 kondygnacji nie powinny mieć parkingów na najniższych kondygnacjach.

Wróćmy do wieżowca Libeskinda i zastanówmy się czy jest możliwość zapobieżenia opisanej apokalipsie. Otóż tak! Od dłuższego czasu lansuję odmienną od „Borowskiego” koncepcję, by zamiast zabudować ulicę Emilli Plater kolejnymi biurowcami i budynkami mieszkalnymi, zamienić ją na całej swej obecnej szerokości we wspaniały bulwar z podziemnymi parkingami.

Również władze Miasta ostatnio myślą o przebudowie nawierzchni ulicy z budową pod nią parkingu przy Sali Kongresowej. Jest to działanie w dobrym kierunku lecz nie wystarczające. Jeśli już zamknie się i rozkopie ulicę, to należy to należycie wykorzystać.

Parking wielopoziomowy powinien być nie tylko przy Sali Kongresowej ale na całej długości  od Złotych Tarasów aż do ulicy Świętokrzyskiej. Jeśli Miasta nie stać na budowę tak dużych parkingów, to mogą być zrealizowane w ramach partnerstwa miejsko-prywatnego.

Zamiast budowy parkingu na kilku dolnych piętrach „Żagla”, inwestor z pewnością by sfinansował budowę  części najbliższych jego lokalizacji podziemnych parkingów by móc je przejąć do swojej dyspozycji. Podobna możliwość otwiera się przed Hotelem Interkontinental, który mógłby sfinansować i uzyskać nowe miejsca parkingowe w swoim rejonie. Warszawskie Centrum Finansowe przeznaczyło kilka dolnych kondygnacji na parkingi. Nie można wykluczyć jednak, że byłoby zainteresowane w sfinansowaniu budowy nowych, w przyległym rejonie ulicy Emilii Plater.

Na tym przyszłe zagrożenia dla Warszawy się nie kończą. architekci, urbaniści i urzędnicy szykują już dwa nowe nie mniejsze zagrożenia.

Nowy właściciel LIM Centrum, jednego z nielicznych nowoczesnych, zadbanych zakątków Śródmieścia, zamierza je zburzyć i wybudować na jego miejscu gigantyczny wieżowiec (70 pięter, 250 m wysokości). Wystąpił do Miasta o warunki zabudowy, które niestety zostały wydane. Ten prawie przyklejony do Marriotta znacznie od niego wyższy „drapacz chmur” pasuje do niego jak „kożuch do kwiatka”. Zniszczy kompletnie estetykę i harmonię tego fragmentu Centrum[2]. Obecnie dwa podobne architektonicznie wieżowce: Marriott i Intrako2 stanowią urodziwy duet, takie mini nowojorskie World Trade Center. Przystawienie do jednego z nich zupełnie odmiennego architektonicznie giganta zmieni harmonię tego miejsca w urbanistyczny haos. Ich obecna forma wieżowców zdegraduje się do roli „karłów”.

Do tych estetycznych uwag należy dodać, że ten mały fragment Centrum jest już obecnie przeciążony wszystkimi funkcjami urbanistycznymi, szczególnie komunikacją: z trudem można przejechać obok w jakimkolwiek kierunku.

Najważniejsze jest jednak zagrożenie spowodowane runięciem giganta po ewentualnym zamachu terrorystycznym. Zmiecie on z powierzchni ziemi nie tylko Marriotta i Intrako2 lecz także Dworzec Centralny. Oszacowanie strat pozostawiam czytelnikowi.

trzeci wieżowiec wysoki na 260 m, który Holding Kulczyka chce wybudować tuż obok eleganckiego biurowca Warty (88 m wysokości) tworząc karykaturalne architektoniczne zestawienie. Zawalenie giganta unicestwi również wieżowiec Warty i przylegające od północy budynki mieszkalne.

Chciałbym dodać, że jestem entuzjastą budowy wieżowców o ile harmonicznie urozmaicają panoramę miasta. Jeśli mają być stłoczone haotycznie jeden obok drugiego jak na Manhatanie lub w Centrum Chicago, to ich funkcja dekoracyjna przekształca się w urbanistyczny koszmar, nie mówią o apokaliptycznych zagrożeniach którym poświęcony jest ten artykuł i których doświadczył Nowy Jork. Unicestwienie dwóch wież WTC w Nowym Jorku, to tylko część strat, resztę stanowiło zniszczenie kilku okolicznych 10-20 piętrowych biurowców.

Warszawa jest chyba jedynym dużym miastem w Europie, które nadal posiada w Centrum i na jego obrzeżach wiele  placów nadających się pod zabudowę, zarówno wolnych jak i zdegradowanych, proszących się o kilof by usunąć z nich bezwartościowe rudery. Wybudowanie na nich nowoczesnych budynków stanowiłoby początek uporządkowania i cywilizacyjnych przemian najbliższej okolicy.

Zachodnia Ściana Centrum Miasta będzie w najbliższej przyszłości zabudowana ośmiomioma wieżowcami (wliczająć „Żagiel” i 40-kondygnacyjny apartamentowiec wznoszonu przez Hines u zbiegu ulic Emilii Plater i Twardej) podobnej wysokości, rzędu 40-tu pięter. To powinno wystarczyć.[3]

Inne wieżowce, nawet znacznie wyższe, powinny być budowane na zachód od Aleji Jana Pawła II, najlepiej wzdłuż lub w pobliżu ulicy Towarowej i nad Trasą Średnicową. Miłym akcentem urozmaicającym panoramę Pragi byłoby wybudowanie wysokiego wieżowca na błoniach nowego Stadionu Narodowego, oczywiście w bezpiecznej od niego odległości.

To co zastanawia w omawianej kwestii, to fakt, że inwestorzy planujący budowę wieżowca za kilkaset milionów euro, żałują kilku milionów na zakup odpowiedniej działki . Chcą je na siłe wznosić na już posiadanych działkach, nawet jeśli wymaga to zburzenia w pełni wartościowych nowoczesnych budynków już tam istniejących. Przykładem jest zburzony dużej urody City Center i mający iść pod kilof LIM Center. Ogarnięci żądzą zysku mogą przeliczyć się w swoich rachubach, znalezienia odpowiedniej ilości chętnych, którzy za mieszkanie w koszmarnych i niebezpiecznych warunkach będą chcieli zapłacić 30-40 tyś zł za m2, gdy na razie nie brakuje, w cichych i zielonych zakątkach Centum, nowoczesnych, luksusowych i bezpiecznych mieszkań w cenie 10-15 tyś za m2.


MAF


<< powrót do strony głównej



[1] Nie można wykluczyć dokładnego powtórzenie wariantu nowojorskiego, jest on jednak droższy w realizacji i wymaga od terrorystów podejścia samobójczego.

[2] Dla osób, które nie mają wyczucia estetyki i harmnii podam proste odniesienie: najzgrabniejsze nogi kobiety, gdy będą różnej długości, zamiat zachwytu wywołają wrażenie szpetoty.

[3] Kontynuując mini kurs estetyki zauważmy, że dłoń, nawet najładniejsza, gdy dodamy do niej jeden palec więcej, stanie się szpetna.