Miasto czy prywatny folwark? Reprywatyzacja w Warszawie

Reprywatyzacja w Warszawie dotyczy 97 proc. powierzchni przedwojennej stolicy - w ręce prywatne może trafić nawet 24 tysiące działek. Wartość miejskich terenów, które oddaje ratusz, szacuje się na 40 miliardów złotych - koszt czterech nowych linii metra. Jak szczerze wyraził pewien urzędnik, 40 mld zł "leży zamrożone pod ziemią" - boiskami szkolnymi, parkami, kamienicami itp. Żeby wykopać miliony, trzeba najpierw wykopać ludzi...

Problem bowiem właśnie w tym, że na owych działkach od lat mieszkają tysiące rodzin żyjących w odbudowanych po wojnie kamienicach, korzystających ze skwerów, parków, uczniowie szkół wraz boiskami, które ratusz planuje zwrócić w naturze lub za stuprocentowym odszkodowaniem. Działki wyceniane są według dzisiejszych stawek rynkowych, mimo że to mieszkańcy Warszawy najczęściej własnymi siłami wynieśli tysiące kamienic z gruzów (słynny "czyn społeczny") - po wojnie stolica była pobojowiskiem (wymownie ilustruje to choćby miejska rekonstrukcja filmowa pt. Miasto Ruin: www.miastoruin.pl).

Pozostałe kraje post-socjalistyczne załatwiły problem roszczeń systemowo, szanując prawa mieszkańców: spadkobiercy lub firmy, które skupiły od nich roszczenia mogą liczyć najwyżej na częściowe odszkodowanie finansowe. W Polsce problem roszczeń najmocniej dotknął Warszawę: nie czekając na ustawę regulującą reprywatyzację, ratusz zdecydował się oddawać miejskie działki bez względu na prawa i potrzeby mieszkańców. Tego rodzaju reprywatyzacja najbardziej odbija się na kondycji życia lokatorów mieszkań czynszowych, którzy są przejmowani wraz ze swoją kamienicą niczym towar, "wkładka mięsna": prywatny inwestor ma często inne plany wobec budynku, zaczyna więc nękać mieszkańców: podwyższa czynsz do niebotycznej stawki (nawet 99 zł za metr), wpędza w zadłużenie, odcina prąd, wodę, gaz, w końcu - eksmituje. Wielokrotnie odbywa się to z naruszeniem prawa - kamienicznicy łamią ustawę o ochronie praw lokatorów wyrzucając ludzi nawet bez wyroków eksmisyjnych (patrz: materiał TVN Warszawa z ul. Wilczej - "eksmisja tuż przed wigilią"). Nierzadko też nowi właściciele posuwają się do bezpośrednich gróźb wobec "opornych" lokatorów: historie uporczywego nękania całych rodzin znane są niemal na każdej ulicy w Warszawie. Najbardziej dobitnym przejawem odczłowieczenia ludzi, którzy są rzuceni na żywioł i trafiają w ręce prywatnych profesjonalistów, jest tragiczna historia Joli Brzeskiej: działaczki lokatorskiej i mieszkanki kamienicy przy ul. Nabielaka - ostaniej lokatorki, z którą nie mógł sobie poradzić właściciel tej i parudziesięciu innych kamienic, Marek Mossakowski. Jola Brzeska została porwana 1. marca 2012 roku i spalona żywcem w Lesie Kabackim w Warszawie. Warto pamiętać, że dużo wcześniej Brzeska sygnalizowała policji przejawy jej nękania: zakłócanie ciszy nocnej, próby włamania (kamienicznik użył nawet szlifierki kątowej by wyciąć blokady drzwi do mieszkania Joli). Lokatorka apelowała także do miasta, by wsparło ją jakkolwiek w obronie przed grupą Mossakowskiego - bez skutku.

Po tragicznej śmierci Brzeskiej, która jest uwieńczeniem logiki "darwinizmu społecznego", wolnej amerykanki, zupełnie dzikiej formy kapitalizmu aprobowanej przez ratusz, coraz więcej mieszkańców zdaje sobie sprawę z efektów deficytu demokracji, braku realnego wpływu na swój los i charakter swojego miasta.

Jednocześnie, ogromna skala (re)prywatyzacji - 97 procent przedwojennej Warszawy - nieuchronnie tworzy konflikty na gruncie własności prywatnej. Całkowicie naturalnie, ludzie zamieszkujący od lat tereny oddawane w prywatne ręce, nie godzą się zapomnieć o swojej godności i przywiązaniu do miejsca zamieszkania.Sąsiedzi blokują prywatyzacje i zabudowy skwerów, lokatorzy organizują się oddolnie w nierównej walce z ich "nowymi właścicielami", młodzi ludzie okupują pustostany w aktach protestu wobec zapędów inwestorów oraz polityki mieszkaniowej w Warszawie. Wbrew opiniom ratusza, konflikty z prywatnymi właścicielami i opór wobec polityki miasta nie wynika z osobliwych chęci krnąbrnych mieszkańców, a jest bezpośrednią konsekwencją tejże polityki. To inwestorzy nakładają bowiem ogromną presję na społeczeństwo - władze zaś ignorując nasze apele, wysyłają nam prosty sygnał: "radź sobie sam".

Walcząc o prawo do miasta, wszystkie grupy społeczne domagają się większego wpływu na decyzje dotyczące mieszkańców.

Warszawa nie może być zarządzana jak prywatny folwark. Miasto to nie firma - trzeba je odzyskać!

Złoty interes: skupują roszczenia i odzyskują majątki

Kto jeszcze przejmuje dawne majątki? By zyskać dekretową nieruchomość w Warszawie, nie trzeba być ani jej dawnym właścicielem, ani spadkobiercą. Wystarczą pieniądze, wcale nie ogromne, i wiedza. Przydaje się detektyw.

Zagrabione po wojnie dekretem Bieruta nieruchomości warszawskie należą się nie tylko byłym właścicielom oraz spadkobiercom, ale też ich następcom prawnym. Bywa, że beznadziejne, wydawałoby się, sprawy o odzyskanie majątków nabierają tempa po zmianie właściciela roszczeń, gdy do gry wchodzą profesjonalne kancelarie. - Najgłośniejszą historią był Pałac Błękitny przy Senatorskiej - mówi Ryszard Grzesiuła ze stowarzyszenia Dekretowiec. - Hrabia Jan Zamoyski nie mógł dotrzeć do finału wiele lat. Kupiec jego praw odzyskał nieruchomość w dwa miesiące.

Dobrych doświadczeń nie ma Aleksander Grabiński, spadkobierca części parkingu i hotelu Metropol, które zajęły miejsce rozebranej w latach 50. kamienicy. - Walczę od 1993 r., bez efektów mimo korzystnych wyroków i skarg do Trybunału w Strasburgu - opowiada. Do niego też zgłosiła się kancelaria. - Dostałem 20 stron umowy, którą kładą przed właścicielami roszczeń. Choć skończyłem studia i potrafię czytać, nie zrozumiałem nic - wspomina. Poradził się adwokata, który transakcję odradził. - Ja byłem dociekliwy, ale ilu starszych ludzi poszło na taki układ? - pyta.

Aby roszczenia kupić

W tym biznesie jest się o co bić. Stołeczni urzędnicy wycenili majątek, który po wojnie odebrano prywatnym właścicielom w Warszawie, na 40 mld zł. Dziś poszukują się obie strony - z jednej dawni właściciele lub ich spadkobiercy, którzy wolą gotówkę od lat starań o zwrot, z drugiej same kancelarie prawne. Choć, jak twierdzą nasi rozmówcy, ostatnio więcej jest kupców niż sprzedających.
- Granice wyznacza sam rynek - mówi prawnik. - Można kupić prawa do nieruchomości w trakcie zwrotu, ale i samą opcję na zwrot. Czyli teczkę, w której jest tylko wniosek dekretowy.
Pytamy o ceny. Jak twierdzą nasi rozmówcy, nie można mówić o standardowych cennikach. - Wszystko zależy od zawiłości sprawy. Jedno jest stałe: kupcy praw do dekretowych majątków kupują je znacznie poniżej wartości rynkowej nieruchomości, o którą zamierzają się starać - słyszymy.

W internecie jest wiele tego typu ofert.
Rok 2003: "Kupię roszczenia w sprawach dekretowych. Najbardziej interesuje mnie Centrum Warszawy. Pomogę rozwikłać sprawy spadkowe. Kupię nawet przypadki beznadziejnie zabagnione. Uczciwa cena".
2010 r., portal jednego z wydawnictw prawnych: "Firma z Warszawy odsprzeda roszczenia lub część roszczeń. Zależy nam na czasie i na pieniądzach. SPRAWA PILNA!".
Luty 2012 r., portal specjalizujący się w obrocie nieruchomościami: "Kupię kamienicę, udziały, roszczenia", "Kupię kamienicę z lokatorami, udziały w budynkach, roszczenia do nieruchomości podekretowych. Może być nieuregulowany stan prawny".

Do drzwi pukają panowie

Bywa i tak, że rodzina właściciela nie jest zainteresowana sprzedażą roszczeń. To jednak żaden problem dla specjalistów od dekretu. Jedna z firm reklamuje się, że przyjmuje zlecenia poszukiwania prawowitych spadkobierców, korzystając przy tym z usług wyspecjalizowanych detektywów.

- Moją babcię dwaj panowie odnaleźli w Grójcu - mówi wnuk przedwojennych właścicieli kamienicy na Mokotowie. - Na szczęście nie było jej tam, bo akurat mieszkała z moimi rodzicami w Warszawie. Panowie spotkali się więc ze mną. Zaproponowali 100 tys. zł za sprzedanie roszczeń do kilkupiętrowej, dużej kamienicy. Przekonywali, że nie odzyskam budynku. Strach pomyśleć, co by było, gdyby zastali babcię w domu. Nie dowierzała, że urzędnicy oddadzą kamienicę, a proponowana kwota robiła na niej wrażenie.

Taka kwota zrobiła też wrażenie np. na spadkobiercach właścicieli kamienicy na Krakowskim Przedmieściu. Sprzedali za 100 tys. zł roszczenia osobom, które później wywalczyły zwrot. Budynek i działka to tylko początek starań o pieniądze. Jak wyjaśnia mec. Grzesiuła, po transakcji z przedwojennym właścicielem kupiec zyskuje pełnię praw do majątku. A to np. prawo do odszkodowań za niezgodną z prawem konfiskatę mienia.

Najbardziej chyba znany w Warszawie "odzyskiwacz" to Marek Mossakowski, który nie jest prawnikiem, jest za to niezwykle skuteczny. Potrafi przekonać dawnych właścicieli albo ich rodziny do przekazania mu roszczeń. Opisywaliśmy kiedyś, jak mając drobny udział w nieruchomości przy ul. Hożej, za 50 zł kupił prawa i roszczenia do całego budynku. Umowa ta służy mu do walki w sądzie o odszkodowania od miasta za całą nieruchomość. Gra idzie o 5 mln zł, a urzędnicy dzielnicy Śródmieście robią, co mogą, żeby nie przegrać sprawy.

O coraz większym i profesjonalnym rynku obrotu roszczeniami nieraz wspominali urzędnicy ratusza. Podkreślają, że decyzje dekretowe, które uzyskują kupcy praw do skonfiskowanych nieruchomości, nie mają nic wspólnego z wyrównywaniem krzywd.

Mafia czyścicieli kamienic, m.in. Marek Mossakowski

Komentarz Jarek Kefir: proceder ten coraz bardziej się nasila, szczególnie w Warszawie i Poznaniu. Polega to na tym, że mafia kamieniczników, w zmowie z władzami miasta, którym odpala “wziatkę” – przejmuje całe kamienice, z lokatorami. W 100% przypadków dochodzi do podwyżek czynszów, najczęściej drastycznych, aby wykurzyć lokatorów. Jeśli to nie pomaga – wtedy gangsterzy-kamienicznicy, demontują media – instalacje wodne, odłączają prąd, gaz itp. Wszystko pod pozorem remontów – gdyż tak widnieje na oficjalnych papierach, więc urzędasy problemu nie widzą. Zdarzają się też pobicie lokatorów, wtargnięcia (włamania) do ich domów, terror psychiczny, rozlewanie fekaliów na klatkach schodowych, podkładanie zdechłych zwierząt czy wysypywanie robactwa.. Arsenał zastraszania lokatorów jest nieograniczony. Są przesłanki, że mafia kamieniczników zamordowała działaczkę lokatorską – Jolantę Brzeską, za bezkompromisową postawę przeciwko Markowi Mossakowskiemu, gangsterowi przejmującemu kamienice w Warszawie i robiącemu na tym milionowe interesy. Tam, gdzie jest pieniądz, tam życie ludzie się nie liczy..


Kliknij by wywołać dodatkowe informacje!
więcrj informacji


Niewygodna lokatorka

O Warszawskich kanaliach

A co w Warszawie?

Przekręty warszawskie

Nieczysty biznes

Kamienica nie dla Waltza

Jak sprzedawała pożydowską

Kamienica Noakowskiego 16

Kamienica Foksal 15

Poszkodowani, czyli bezwględna walka o warszawskie kamienice

Mój jest ten kawałek Warszawy

Odkupił roszczenia od staruszki za 50 zł. Żąda 5 mln zł

Kim jest Maciej Marcinkowski?

Warszawska mapa reprywatyzacji

Powstrzymać dziką reprywatyzację

Reprywatyzacja bez spadkobierców: "Sprawa Królewskiej", czyli kurator z Karaibów

lokatorzy.info.pl

Oszust przejął kamienicę, a urzędnicy rozkładają ręce

Przejmowali nieruchomości warte miliony. Aż 29 osób oskarżonych

Przejmowanie nieruchomości. Jak działa trik "na kuratora"?

Dziwne przypadki reprywatyzacji w Warszawie: urzędnik, który został kamienicznikiem i karaibski kurator?

Reprywatyzacja w Warszawie: Jak lokatorzy z Pragi zatrzymali "kolekcjonera kamienic"

Reprywatyzacja w Warszawie. Roszczenia za 50 zł sąd nie kupił

2017-05: Reprywatyzacja w Warszawie. Piraci z Karaibów zatrzymani.

2018-06: Wyłudził nieruchomości warte co najmniej kilka milionów. 10 lat więzienia za pięć lat oszustw.

<< powrót do strony głównej